kontakt@edumark.pl +48 697 20 60 70

Nabory do przedszkola: jak będą wyglądać dziś, za 5 i za 15 lat?

 

Wrzesień coraz częściej zaczyna się tak samo: dyrektorka przedszkola otwiera arkusz rekrutacyjny i widzi w nim więcej wolnych krzesełek, niż chciałaby przyznać sama przed sobą. Jeszcze pięć lat temu wystarczył ładny budynek, kolorowy plac zabaw i kilka pochwalnych opinii w Google, żeby telefon w sekretariacie nie przestawał dzwonić. Dziś te same atuty ma prawie każda placówka w okolicy, a rodziców z każdym rokiem przybywa mniej, nie więcej. Nabory do przedszkola przestały być formalnością, którą można odhaczyć na początku roku i zapomnieć o niej do następnego maja. Co się stanie, gdy obecny niż demograficzny, który już dziś pustoszy sale przedszkolne, zderzy się z placówką bez żadnego systemu pozyskiwania rodziców?

Jak zwiększyć rekrutacje w przedszkolu i pozyskać więcej zapisów

Nabory do przedszkoli niepublicznych – rynek, na który patrzy każdy rodzic

Rynek przedszkoli niepublicznych w Polsce przeszedł w ostatniej dekadzie prawdziwą rewolucję. W wielu miastach liczba placówek prywatnych podwoiła się, a czasem i potroiła – każda obiecuje zaangażowanych nauczycieli, dwujęzyczność, zajęcia dodatkowe i ciepłą atmosferę. To dobra wiadomość dla rodziców, ale prawdziwe wyzwanie dla dyrektorów: skoro prawie każda placówka w okolicy wygląda podobnie dobrze na zdjęciach, czym właściwie miałaby się wyróżnić Twoja? Rekrutacja do przedszkoli niepublicznych dawno przestała być kwestią „czy rodzic znajdzie nas w okolicy” – dziś jest kwestią „czy to akurat my znajdziemy się na jego krótkiej liście trzech-czterech opcji, które naprawdę rozważy”.

Zanim rodzic odwiedzi przedszkole osobiście, przechodzi długą ścieżkę online, która zaczyna się często miesiące przed planowanym zapisem. Wpisuje w Google frazy w rodzaju „przedszkole niepubliczne [dzielnica]” albo „przedszkole z angielskim blisko mnie”, przegląda kilkanaście wyników, otwiera pięć-sześć stron w nowych kartach i porównuje zdjęcia, ceny czesnego oraz godziny otwarcia. Sprawdza profil na Facebooku i Instagramie – czy jest aktywny, czy widać tam prawdziwe dzieci i prawdziwe zajęcia, czy może ostatni wpis pochodzi z zeszłych wakacji. Zagląda na grupy rodziców z osiedla lub dzielnicy, pyta tam o opinie i ufa im dużo bardziej niż jakiejkolwiek reklamie wyświetlonej w sieci.

 

Co rodzic sprawdza, zanim zadzwoni do przedszkola

  • Oceny i liczbę opinii w Google Maps – mała liczba opinii budzi nieufność niezależnie od samej oceny
  • Aktualność i autentyczność profilu w mediach społecznościowych
  • Realne zdjęcia i nagrania z sal, placu zabaw i zajęć, nie tylko grafiki reklamowe
  • Przejrzystość cennika czesnego i opłat dodatkowych
  • Godziny pracy placówki dopasowane do godzin pracy rodziców
  • Odległość i czas dojazdu z domu lub z pracy
  • Opinie innych rodziców na lokalnych grupach i forach
  • Łatwość kontaktu – czy formularz na stronie faktycznie działa i ktoś na niego odpowiada

To właśnie tutaj rozpada się mit, który wciąż słyszymy podczas pierwszych rozmów z dyrektorkami i dyrektorami przedszkoli: że dobra lokalizacja, sympatyczny budynek i przyzwoite opinie w Google to wystarczający fundament naboru. Owszem, jeszcze kilka lat temu, gdy rodziców było więcej niż miejsc w okolicznych placówkach, to mogło wystarczyć – konkurencja o uwagę rodzica była dużo mniejsza, a sam fakt istnienia w danej lokalizacji generował zapytania. Dziś, gdy w wielu miastach liczba miejsc w przedszkolach przewyższa liczbę dzieci w danym roczniku, konieczny jest marketing edukacyjny. Samo „bycie widocznym” nie wystarcza, żeby wygrać o tego konkretnego rodzica, który właśnie teraz porównuje pięć innych ofert w przeglądarce. I to dopiero początek problemu, bo dane demograficzne pokazują, że ta presja będzie rosła z roku na rok.

 

Nabory do przedszkoli za 5 lat – co już teraz mówią dane GUS?

Punktem wyjścia do rozmowy o tym, jak będą w przyszłości wyglądać nabory do przedszkola nie są przewidywania, lecz twarde liczby, które Główny Urząd Statystyczny aktualizuje praktycznie każdego roku – i które z każdą aktualizacją wypadają gorzej niż poprzednia. W roku szkolnym 2022/2023 liczba dzieci uczęszczających do polskich przedszkoli przekroczyła 1,5 miliona – to był historyczny rekord, możliwy dzięki relatywnie wysokiej wówczas liczbie urodzeń, prawie powszechnemu już objęciu dzieci wychowaniem przedszkolnym oraz przyjęciu do placówek kilkudziesięciu tysięcy dzieci z Ukrainy. Rok później liczba ta spadła już bardzo nieznacznie, ale eksperci od dawna ostrzegali, że to tylko chwila spokoju przed znacznie poważniejszym tąpnięciem.

To tąpnięcie już się zaczęło. Według danych GUS w 2025 roku w Polsce urodziło się 238 tysięcy dzieci – o 14 tysięcy mniej niż rok wcześniej, a liczba mieszkańców kraju zmniejszyła się w tym samym czasie o 157 tysięcy, do poziomu 37,332 miliona. Efekty widać już nie tylko w arkuszach prognoz, ale w realnych arkuszach rekrutacyjnych: po pierwszej turze naboru w Warszawie zostało blisko 4700 wolnych miejsc w przedszkolach, w Krakowie ponad 2 tysiące, w Poznaniu około 1400. Co istotne dla dyrektorów placówek niepublicznych – w Krakowie to właśnie przedszkola niepubliczne odpowiadają za większość tych wolnych miejsc, a nie, jak można by się intuicyjnie spodziewać, placówki samorządowe. Pustych krzesełek nie ma już tylko w „słabszych” przedszkolach. Mają je też te dobre.

Patrząc 5 lat do przodu, prognozy demograficzne są jednoznaczne. Liczba dzieci w wieku przedszkolnym w Polsce ma spaść poniżej miliona już w roku szkolnym 2029/2030 – to oznacza, że w ciągu jednej dekady grupa maluchów w wieku 3–6 lat skurczy się o około jedną trzecią. W samej Warszawie, jak szacują urzędnicy stołecznego ratusza, do roku szkolnego 2026/2027 do przedszkoli pójdzie blisko 2 tysiące trzylatków mniej niż w roku bieżącym, a w roku szkolnym 2028/2029 w stolicy będzie mieszkać nawet 15 tysięcy mniej dzieci w wieku przedszkolnym niż dziś. Warszawski ratusz już zareagował – radni zdecydowali o likwidacji czterech miejskich przedszkoli, a kolejne reorganizacje sieci placówek są dopiero przed nami. Jeśli samorządy, dysponujące dotacją z budżetu państwa, muszą zamykać oddziały, to placówka niepubliczna, która utrzymuje się wyłącznie z czesnego, nie ma żadnego marginesu na czekanie, aż „sytuacja się unormuje”. Pięć lat to nie odległa przyszłość – to czas jednej edycji rekrutacyjnej dla dziecka, które dziś ma dwa lata.

 

Nabory do przedszkoli za 15 lat – scenariusz, na który trzeba się przygotować już dziś

Perspektywa pięciu lat dotyczy dzieci, które już się urodziły – można je policzyć z dokładnością do tysiąca. Perspektywa piętnastu lat dotyczy czegoś znacznie trudniejszego do zaakceptowania: strukturalnego mechanizmu, który sam siebie napędza. Współczynnik dzietności w Polsce utrzymuje się od ponad trzech dekad na poziomie zbyt niskim, by zastąpić wymierające pokolenia, a jednocześnie z roku na rok maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym – bo to one same urodziły się w okresie wcześniejszego niżu. Demografowie nazywają to echem niżu demograficznego: mniej kobiet w wieku, w którym najczęściej rodzą dzieci, oznacza mniej urodzeń, nawet jeśli każda z nich decydowałaby się na więcej dzieci niż jej rówieśniczki dekadę wcześniej. To mechanizm, którego nie odwróci żadna jednorazowa zmiana nastrojów społecznych ani nawet skuteczny program wsparcia rodzin – działa z opóźnieniem dwudziestu kilku lat i jest już w pełni rozpędzony.

Eksperymentalne scenariusze GUS, aktualizowane w ostatnich latach praktycznie przy każdej kolejnej rewizji w dół, wskazują, że populacja Polski może spaść poniżej 35 milionów jeszcze przed 2035 rokiem, a w okolicach połowy wieku zbliżyć się do granicy 30 milionów. Sygnały tej zmiany widać już dziś na samym początku łańcucha: od początku tego roku w Polsce zamknięto kolejnych kilkanaście oddziałów porodowych. To, co dziś dzieje się na porodówkach, za 3–4 lata przechodzi do żłobków, za 5–6 lat do przedszkoli, a za kolejne kilkanaście – do szkół i całego systemu edukacji. Każdy etap tego łańcucha jest coraz trudniejszy do zignorowania, bo dotyczy coraz starszych i coraz bardziej widocznych politycznie grup społecznych.

Co to oznacza w praktyce dla rynku przedszkoli niepublicznych za 15 lat? Najpewniej głęboką konsolidację. Część mniejszych, słabiej zarządzanych placówek – zwłaszcza tych bez wyraźnej specjalizacji i bez systemu pozyskiwania rodziców – po prostu nie przetrwa kolejnej dekady spadającej liczby dzieci. Te, które przetrwają, będą musiały konkurować nie tylko jakością edukacji, ale i elastycznością: dłuższymi godzinami pracy, opieką wakacyjną, modelami hybrydowymi, a w największych miastach być może nawet opieką w wydłużonych godzinach, bo coraz więcej rodzin mieszka bez wsparcia babć i dziadków, którzy zostali w rodzinnych miastach. Wygrają te przedszkola, które już dziś budują rozpoznawalną markę, regularnie zbierają opinie i prowadzą widoczną, konsekwentną komunikację – i które nie czekają, aż rodzic „sam je znajdzie”, tylko aktywnie wychodzą mu naprzeciw. Dla dyrektora, który dziś ma pełne sale, to brzmi jak odległy problem. Dla tego, kto już teraz liczy wolne miejsca, to opis dnia, w którym żyje.

 

Jak zwiększyć nabór do przedszkola – system, nie przypadek

Skoro dane demograficzne nie pozostawiają wątpliwości, naturalne pytanie, które słyszymy od dyrektorów niemal podczas każdej pierwszej rozmowy, brzmi: jak właściwie zwiększyć nabór do przedszkola w takich warunkach? Odpowiedź zaczyna się od uczciwego zdiagnozowania tego, co dziś w wielu placówkach nazywa się marketingiem. Najczęściej to kilka postów na Facebooku w miesiącu, zdjęcia z uroczystości, ogólny opis oferty na stronie i nadzieja, że „jakoś się znajdą rodzice”. Taki sposób działania mógł wystarczać, gdy konkurencja o dziecko była mniejsza niż konkurencja o miejsce dla dziecka. W obecnych warunkach to strategia czekania, aż przegra się z placówką, która ma dokładnie taką samą jakość edukacji, ale świadomie zarządzany proces pozyskiwania rodziców.

Systemowe wsparcie naborów – w krajach anglosaskich znane pod nazwą K-12 enrollment marketing – różni się od standardowej promocji tym, że nie kończy się na „zwiększeniu zasięgów”. Zaczyna się od audytu: kim naprawdę są rodzice, którzy dziś zapisują dzieci do placówki, czego się boją, czego oczekują i w którym momencie swojej decyzyjnej ścieżki są najbardziej otwarci na konkretny przekaz. Na tej podstawie buduje się architekturę komunikacji – jasne zalety przedszkola, spójny język korzyści, materiały odpowiadające na realne obawy rodziców, a nie tylko opisujące program zajęć. Dopiero na tym fundamencie wdraża się właściwe reklamy przedszkola i działania konwersyjne, które prowadzą rodzica od pierwszego kontaktu z marką przedszkola do podpisanej umowy – i robi się to w sposób mierzalny, powtarzalny, działający przez cały rok, nie tylko w sezonie rekrutacyjnym wiosną.

Z czego składa się system wsparcia naborów przedszkola:

  • Audyt obecnej komunikacji i pozycji placówki na lokalnym rynku
  • Pozycjonowanie SEO strony i optymalizacja wizytówki Google
  • Kampanie PPC w Google Ads i Meta Ads kierowane do rodziców szukających przedszkola
  • Dedykowany landing page rekrutacyjny zoptymalizowany pod konwersję
  • Retargeting i remarketing dla rodziców, którzy odwiedzili stronę, ale nie zostawili kontaktu
  • Skrypty i procedury dla sekretariatu na pierwszą rozmowę telefoniczną
  • Regularne zbieranie i zarządzanie opiniami rodziców
  • Content i blog odpowiadający na pytania rodziców przez cały rok

Każdy z tych elementów osobno daje niewielki efekt. Połączone w jeden, konsekwentnie prowadzony proces, tworzą system, który dostarcza placówce regularny, przewidywalny napływ rodziców gotowych rozmawiać o zapisaniu dziecka, niezależnie od tego, czy akurat mamy „dobry” czy „słaby” rok demograficzny w danej okolicy. Dwa elementy tego systemu odpowiadają w praktyce za większość efektu – i zasługują na osobne, bliższe spojrzenie.

 

Kampania rekrutacyjna przedszkola i landing page – gdzie naprawdę tracimy rodziców

Dobrze zaprojektowana kampania rekrutacyjna przedszkola różni się od zwykłej reklamy przedszkola jednym, fundamentalnym elementem: nie próbuje dotrzeć do wszystkich rodziców w mieście, tylko do tych konkretnych, którzy tu i teraz szukają miejsca dla dziecka. To różnica między wynajęciem billboardu, który widzi każdy przejezdny, a rozmową z osobą, która właśnie w tej chwili porównuje pięć przedszkoli w przeglądarce. Kampanie przedszkola Google Ads przechwytują intencję – pojawiają się w momencie, gdy rodzic aktywnie wpisuje frazę związaną z poszukiwaniem placówki. Kampanie w Meta Ads budują rozpoznawalność wcześniej, jeszcze przed momentem aktywnego szukania, docierając do rodziców z dzieckiem w odpowiednim wieku w konkretnej lokalizacji. Połączenie obu typów kampanii, prowadzonych równolegle i mierzonych wspólnie, generuje zapytania, które inaczej nigdy by nie trafiły do sekretariatu przedszkola.

Nawet najlepiej skierowana kampania nie zadziała, jeśli prowadzi na ogólną stronę główną przedszkola, pełną zakładek „o nas”, „kadra” i „historia placówki”. Rodzic, który kliknął reklamę w trakcie poszukiwania konkretnej odpowiedzi – na pytanie o cenę, godziny, wolne miejsca czy program – oczekuje, że znajdzie tę odpowiedź w kilka sekund, a nie po przeklikaniu pięciu podstron. Tu wkracza dedykowany landing page przedszkola: jedna strona zaprojektowana wyłącznie pod konwersję, z jasnym komunikatem, krótkim formularzem kontaktowym widocznym od razu po wejściu, realnymi zdjęciami placówki i jednym, czytelnym wezwaniem do działania. Różnica w skuteczności między stroną główną a dobrze zaprojektowanym landing page’em rekrutacyjnym bywa kilkukrotna – ten sam budżet reklamowy, przekierowany na właściwą stronę docelową, generuje zupełnie inną liczbę zapytań.

Ostatni, najczęściej zaniedbywany element to ochrona przed utratą rodzica, który już raz wykazał zainteresowanie. Statystyki są nieubłagane: zdecydowana większość odwiedzających stronę przedszkola po raz pierwszy nie zostawia kontaktu od razu – wraca do tematu kilka dni później, jeśli ktoś im o tym przypomni, albo po prostu zapisuje dziecko gdzie indziej, jeśli nikt tego nie zrobi. Retargeting przedszkola, czyli przypominające się reklamy widoczne wyłącznie osobom, które już odwiedziły stronę placówki, oraz dobrze zaplanowana sekwencja kontaktu – telefon, e-mail, przypomnienie o dniu otwartym – to najprostszy sposób na realne zwiększenie liczby dzieci w przedszkolu bez zwiększania budżetu reklamowego o złotówkę. W praktyce oznacza to, że placówka nie traci rodzica, który już raz kliknął, otworzył formularz albo zadzwonił i się rozłączył, bo nikt nie podjął rozmowy w odpowiednim momencie.

 

Co zrobić już teraz – plan działania dla dyrektora przedszkola

 

Wracając do pytania, od którego zaczęliśmy ten tekst: nie trzeba czekać na rok szkolny 2029/2030, żeby zacząć działać – dane pokazują wyraźnie, że presja narasta z każdym kolejnym naborem, nie tylko za pięć czy piętnaście lat. Pierwszym krokiem jest szczery audyt tego, skąd dziś realnie pochodzą zapisy: czy to organiczne polecenia, czy płatne kampanie, czy może żadne z nich i placówka żyje z bezwładności poprzednich lat. Drugim – sprawdzenie, jak wygląda ścieżka rodzica od wejścia na stronę do telefonu w sekretariacie i ile osób gubi się gdzieś po drodze. Trzecim – decyzja, czy ten proces buduje się samodzielnie, czy z pomocą kogoś, kto robi to każdego dnia dla dziesiątek innych placówek i widzi wzorce niewidoczne z perspektywy jednego przedszkola.

W praktyce dobry moment na uruchomienie takiego systemu to nie marzec, kiedy rodzice już porównują oferty i wybierają placówkę na kolejny rok szkolny, ale jesień roku poprzedniego – październik czy listopad. Wtedy można jeszcze spokojnie przeprowadzić audyt, zaprojektować landing page, ustawić kampanie i przetestować pierwsze komunikaty, zanim ruszy główna fala rekrutacji w lutym i marcu. Placówki, które odkładają działania marketingowe do ostatniej chwili, najczęściej kończą z budżetem wydanym w pośpiechu i wynikami dalekimi od potencjału, jaki dałoby się uzyskać przy odpowiednim wyprzedzeniu. Nabory do przedszkola wygrywa się długo przed pierwszym dniem rekrutacji, nie w jej trakcie – a im bliżej kolejnych, coraz trudniejszych demograficznie lat, tym ta zasada będzie miała większe znaczenie.

W Edumark od lat patrzymy na ten rynek z bliska – rozmawiamy z dyrektorkami i dyrektorami, którzy dokładnie wiedzą, ile kosztuje jedno wolne krzesełko w skali roku, i którzy nie chcą czekać, aż niż demograficzny sam zdecyduje o przyszłości ich placówki. Nasza metodologia opiera się właśnie na tym, co opisaliśmy wyżej: audycie, architekturze komunikacji, kampaniach targetowanych i mierzalnym procesie konwersji, prowadzonym od pierwszego kliknięcia do podpisanej umowy. Jeśli zastanawiasz się, jak zwiększyć nabór do przedszkola w Twojej okolicy, zanim zrobi to konkurencja, zapraszamy na bezpłatną, niezobowiązującą konsultację – omówimy Twoją sytuację i podpowiemy, od czego konkretnie warto zacząć.

Bo prawda o nadchodzącej dekadzie jest prosta, choć niewygodna: niż demograficzny nie zapyta, czy Twoje przedszkole jest gotowe. Zapyta tylko, czy rodzice w Twojej okolicy wiedzą, że istniejesz – i czy zdążysz im to powiedzieć, zanim zrobi to ktoś inny.

Redakcja Edumark

Autor

Redakcja Edumark

Edumark.pl to 1 w Polsce agencja zwiększania naborów dla niepublicznych placówek edukacyjnych. Obsługujemy żłobki, przedszkola, szkoły podstawowe i średnie, a także uczelnie wyższe. Pomagamy dyrektorom i radom pedagogicznym w zarządzaniu placówką. Zwiększamy widoczność w sieci i “przyprowadzamy” rodziców z nowymi uczniami!

We understand the importance of approaching each work integrally and believe in the power of simple.

Melbourne, Australia
(Sat - Thursday)
(10am - 05 pm)